Pozwalam się dotykać, szepczesz mi do ucha, brzydkie rzeczy, i czuje ta straszna ochotę na to żeby się odwrócić, stanąć z Tobą twarzą w twarz i żebyś przycisnął mnie do drzwi. Żebyś poznawał mnie dłońmi, ustami, całym swoim ciałem. Mimo że pożądanie mnie dusi, zżera od środka, zabija powolutku, karze cierpieć katusze z powodu braku Ciebie, to nie robię nic. Stoję i pozwalam się dotykać, czasem stawiając granice. Czasem moje palce muskają Twoje ciało, wiem że to lubisz, że chcesz więcej, że chcesz tak samo bardzo jak ja albo mocniej, bardziej, więcej. Chcesz mnie wziąć, mieć, zabierać kawałek po kawałeczku więcej i więcej. Ale przecież tak dużo już mnie masz, tak dużo oddałam, że prawie więcej się nie da. Masz mój umysł, moja dusze, znasz każda część mojego wnętrza, wiesz jak patrze na świat, co w nim widzę, tylko ciała do końca nie poznałeś. Mimo że bardzo chce żebyś je miał to trochę się boje. Boje się ze kiedy poznasz mnie całą, calutką że kiedy już będę cała Twoja, kiedy nie będę już zupełnie osobnym zbiorowiskiem embrionów, kiedy już będę lądem poznanym, wykorzystanym, lądem który przeszło się wzdłuż i wszerz, że karzesz żyć bez siebie. Powiesz "idź i żyj tam, z innymi ludźmi, poznawaj świat beze mnie". Ale dla mnie nie będzie innego świata niż Twój, bo przecież będę twoja cała, calutka, caluteńka. I tylko bezradne ciało będzie mogło odejść ale nic więcej nie będę w stanie zabrać, bo nie chce, nie omeg, nie wypada. Przecież się oddałam, cała, calutka, caluteńka, a mama mnie uczyła żeby nie zabierać tego co zostało oddane. Ciekawe czy byłaby dumna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz